zaproponuj artykuł

Instytucje i organizacje

Geoportale

 
ORSIP - Geoportal Województwa Śląskiego
ORSIP - Moduł Przyroda
BioGeo Silesia
 
Geoportal RDOŚ Katowice
geoportal.gov.pl

Biblioteki cyfrowe

 
Kolekcja "Natura" ŚBC
 

Infografiki

Użytkowanie przyrody

Z dziejów wykorzystywania przez człowieka zasobów naturalnych Śląska

Człowiek eksploatuje przyrodę od początku swego istnienia – to ona dostarczała mu pożywienia, surowców do wyrobu narzędzi i odzieży, budulca do budowy schronień. Stopniem wykorzystania zasobów przyrody człowiek niewiele początkowo różnił się od zwierząt, spośród których wyłonił się na drodze ewolucji – zwierzęta wszak również polują i budują sobie schronienia, a niekiedy też potrafią posługiwać się prostymi narzędziami. Tym, co zaczęło człowieka odróżniać od zwierząt, było nieustanne doskonalenie raz nabytych umiejętności, te zaś, coraz doskonalsze, umożliwiały mu eksploatowanie zasobów naturalnych na coraz większą skalę.

Podstawą bytu najstarszych zbiorowisk ludzkich było zbieractwo i łowiectwo – to drugie zaczęło wysuwać się na plan pierwszy wraz z doskonaleniem narzędzi i technik łowieckich. Ten rodzaj gospodarki zmuszał istoty ludzkie do częstych zmian miejsca pobytu, wymuszał też określoną liczebność wędrujących grup, która zwykle składała się z 15-20 osobników.

Pierwsze ślady pobytu na Śląsku (i zarazem na obszarze Polski) istot ludzkich – Homo erectus czyli człowieka wyprostowanego – znamy z okresu między pierwszym i drugim zlodowaceniem południowopolskim, tj. z około 500 000 lat temu, z dolnego paleolitu. Ślady te to pozostałości obozowiska w odkrywkowej kopalni gliny na zachodnim stoku Winnej Góry koło Trzebnicy, gdzie obok narzędzi znaleziono kości bizona, dzika, konia i nosorożca oraz ości szczupaka. Szczątki zwierzęce wskazują, że Homo erectus doskonale radził sobie z polowaniem na większe zwierzęta, choć częściej były to prawdopodobnie ofiary różnych naturalnych pułapek, i potrafił już dotrzeć do zasobów żywności ukrytych w wodach. Narzędzia to nie tylko drewniane oszczepy i wykonane z otoczaków kamienne tłuki (choppery), ale też małe odłupki krzemienne, które ci dalecy przodkowie współczesnego człowieka potrafili już umieszczać w drewnianych bądź kościanych oprawach. Z pewnością znali już też wiele gatunków jadalnych roślin, być może potrafili też sporządzać wnyki i sidła do polowania na drobne ssaki i ptaki.

Następne tysiąclecia, w których człowiek pojawiał się na Śląsku w tym samym rytmie, w jakim wycofywały się z jego obszaru kolejne zlodowacenia, to przede wszystkim powolny postęp w wytwarzaniu kamiennych narzędzi, doskonaleniu technik łowieckich, organizacji łowów i idące w ślad za nimi coraz bardziej kompleksowe wykorzystywanie darów natury. Związani z tzw. kompleksem graweckim łowcy mamutów wykorzystywali nawet kości i ciosy zabitych przez siebie zwierząt jako szkielety budowanych schronień. Łowcy ci przybywali na Górny Śląsk z Moraw, najczęściej w poszukiwaniu krzemienia kredowego z moren. Świadczy to o zorganizowanej już w jakimś stopniu gospodarce mającej na celu pozyskanie surowców. W tym samym czasie, o czym mówią ślady ogniska z Ostrawy-Petrzkowic, po raz pierwszy użyto na Śląsku węgla kamiennego jako opału.

W mezolicie nadal dominowała gospodarka łowiecka, przystosowana jednak do zmienionych warunków naturalnych, gdy na dawny obszar tundrowy wkroczyły brzozowo-sosnowe lasy. Kultury mezolityczne znały już budownictwo, co poświadczają np. elipsowate chaty kultury komornickiej z umieszczonym wewnątrz paleniskiem.

Wraz z pojawieniem się na Śląsku około połowy VI tysiąclecia p.n.e. ceramiki wstęgowej rytej, zaczyna się powoli zmieniać charakter dotychczasowej gospodarki człowieka – rozpoczyna się neolit. Tradycyjne sposoby zdobywania pożywienia – polowanie, łowienie ryb i zbieractwo – zostają uzupełnione uprawą roślin i chowem zwierząt. Ta zmiana była jedną z najważniejszych w dziejach ludzkości, gdyż pozwoliła się człowiekowi stopniowo uniezależnić od sezonowości polowań, połowów i zbiorów, a co za tym idzie, przystosować się z wolna do osiadłego trybu życia. Ludność ceramiki wstęgowej rytej uprawiała pszenicę, jęczmień, proso, groch, soczewicę, mak i len, hodowała owce, kozy, świnie i bydło rogate, które w Europie Środkowej było podstawą hodowli. Opanowała ona też nowe dziedziny wytwórczości – garncarstwo i tkactwo. W dziedzinie produkcji żywności nie było jednak żadnej rewolucji. Uprawa niewielkich, położonych w rzecznych dolinach poletek i związane z nią pracochłonne, ręczne spulchnianie gleby, która szybko jałowiała, konieczność ciągłego usuwania chwastów i odpędzania zwierząt niszczących zasiewy – to wszystko nie sprzyjało dużej wydajności upraw.

Stopniowo jednak, poprzez wypalanie lasów, udostępniane były ziemie położone na wysoczyznach, a człowiek nauczył się wykorzystywać siłę nośną i pociągową hodowanych przez siebie zwierząt. Kultura łużycka znała już uprawę roli z pomocą drewnianego radła ciągniętego przez bydło. Obok radła stosowano też prawdopodobnie motyki służące do rozbijania twardych grud gleby. Pasterstwo koczownicze, związane z udomowieniem konia, jako forma gospodarki pojawiło się dopiero pod sam koniec epoki kamiennej, w eneolicie.

Człowiek poznawał nowe surowce: po miedzi stopniowo rozpowszechnia się najpierw brąz, a później żelazo, żadne jednak z tych tworzyw nie zrewolucjonizowało w jakiś zasadniczy sposób gospodarki. Metody stosowane w rolnictwie pozostawały takie same i tylko przez ich powolne doskonalenie zwiększano wydajność upraw. W miarę jej wzrostu zaczęły wyodrębniać się grupy ludności, które nie zajmowały się produkcją żywności.

Jedną z takich wyspecjalizowanych grup byli górnicy, którzy zaspokajali rosnący popyt na surowce mineralne. W neolicie najważnieszym surowcem pozostawał krzemień, z którego wytwarzano narzędzia. W miejscach jego szczególnie obfitego występowania pracowali wyspecjalizowani w jego wydobyciu górnicy. W eneolicie ważnym surowcem staje się miedź wydobywana w Siedmiogrodzie, Czechach, ośrodku sasko-turyńskim i na Kaukazie. Z tych ośrodków wyroby miedziane docierają do odległych terenów pozbawionych tego surowca. Pojawienie się miedzi, a później brązu i żelaza, spowodowało wyłonienie się kolejnej grupy specjalistów – hutników.

Oderwaną od produkcji żywności grupą ludności stali się też z czasem wyspecjalizowani w rzemiośle wojennym wojownicy. Rolnicy, oddając siebie i swą ziemię pod ich opiekę, przyczynili się do powstania nowej warstwy społecznej – feudałów (od łac. feudum – prawo do rzeczy cudzej), którzy przyjmując rolników pod swoją opiekę, stawali się właścicielami uprawianej przez nich ziemi. Zamożność feudała zależała przede wszystkim od liczby uprawiających rolę na posiadanych przez niego ziemiach, dlatego też na tereny słabo zaludnione opłacało się sprowadzać osadników nawet z odległych terytoriów. Na Śląsk przybywali oni chętnie zwłaszcza z przeludnionych obszarów Sacrum Romanum Imperium Nationis Germanicae, przynosząc z sobą udoskonalone metody i techniki rolnicze. Nowe metody i techniki rozpowszechniały też zakony, zwłaszcza benedyktyni i cystersi. Okute żelazem radło, później zaś pług (aratrus), poświadczony wraz z broną (erpicarius) po raz pierwszy w śląskich dokumentach w wieku XIII, coraz skuteczniej spulchniały glebę, a wprowadzane nawożenie gleby oraz wypierające trzebież żarową dwu- i trójpolówki umożliwiały eksploatowanie przez długi czas tych samych gruntów.

Jednocześnie z utrwalaniem się własności feudalnej wygasa zatem stopniowo sezonowa gospodarka wypaleniskowa i przyjmują się coraz szerzej uprawy stałe. Tym samym utrwalają się granice między obszarami leśnymi i nieleśnymi, a korzystanie z lasów zostaje obwarowane szeregiem ograniczeń. Panowie feudalni, gdy wskutek intensywnego osadnictwa obszar lasów zaczął się kurczyć, zaczęli doceniać las jako teren łowów i źródło cennego drewna. Pojawiła się potrzeba ochrony co cenniejszych gatunków drzew i pni bartnych, zaczęto ograczaniczać możliwość wypasu bydła na terenach leśnych, zakazywano polowania na grubą zwierzynę i cenne dla swych futer bobry, na założenie barci coraz częściej trzeba było mieć zezwolenie. Zaniepokojona intensywną akcją osadniczą szlachta śląska zwróciła się nawet w tej sprawie do cesarza Karola IV, który w odpowiedzi kazał napisać w edykcie z 4 kwietnia 1365 roku:

Wir geloben ouch, daz wir nicht sullen noch wollen die nachgeschribnen vorste und welde, bynamen die vorste by der Swidnicz, by Richembach, bei Landeshute, bei dem Hayn, bei Friburg, bei Hersberg, bei Greifemberg, zum Czoboten und die welde zum Rusk und die welde zum Zerner, die heide zum Bunczelow und binamen alle vorste, welde und gebirge der obgenanten lande, vesten, stete und weichpilde, die iezund sein und zu kumftigen czeiten werden mugen, und die wir noch zu uns bringen mugen, von uns und von unserm gewalde empfremden, sunder sie lazzen und behalden in allem irem wesen und wirden, und wollen sie nicht lazzen usroden, zu dorfern zu machen.


[Przyrzekamy też, że my i nasz majestat nie pragniemy ani nie chcemy, by niżej wymienione puszcze i lasy, a mianowicie lasy koło Świdnicy, Dzierżoniowa, Kamiennej Góry, Bolkowa, Świebodzic, Jeleniej Góry, Gryfowa, w Sobótce oraz puszcza w Rusku, puszcza Sanderwald i puszcza bolesławiecka, a zatem wszystkie lasy, puszcze i góry wzmiankowanych wyżej krain, twierdz, miast i okręgów, które są, w przyszłych czasach być mogą albo o których jeszcze możemy się dowiedzieć, były rabowane, a raczej pragniemy je zostawić i zachować ze wszystkimi ich stworzeniami i skarbami i nie dopuścić do ich wytrzebienia i zamienienia we wioski.]


Osadnictwo rozwijało się jednak nadal i lasy padały pod toporami drwali. Lasy podmiejskie wycinano zwykle ze względu na opłacalność gospodarki rolnej i ogrodnictwa w pobliżu dużych skupisk ludności, niekiedy jednak trzebiono je z powodów wydających się dziś kuriozalnymi. I tak np. w XVI w. wykarczowano las pod Opolem w trosce o dusze Opolan, gdyż w lesie tym „wiele nierządu uprawiano”.

Największe spustoszenia w drzewostanie powstały jednak nie tam, gdzie budowano nowe osady i karczowano lasy pod uprawy, a w pobliżu kuźnic i hut szkła, które spalały znaczne ilości drewna. Kolejnym zagrożeniem dla lasów był, począwszy od XV-XVI w., rozwój żeglugi. Wiązał się z nim rosnący popyt na określone gatunki drewna i takie produkty drzewne, jak smoła i dziegieć. Wyniszczającą las formą eksploatacji było też wypalanie drewna na potaż. Sytuacja nie tylko na Śląsku i w Polsce, ale i w wielu innych krajach, była podobna do tej, na jaką uskarża się tytułowy Satyr z poematu Kochanowskiego:

Przedsiem uszedł za boga w one dawne czasy,
A to mój dom był zawżdy, gdzie nagęstsze lasy
Aleście je tak długo tu, w Polszcze, kopali,
Żeście z nich ubogiego Satyra wygnali.
Gdzie pojźrzę, wszędy rąbią: albo buk do huty,
Albo sośnią na smołę, albo dąb na szkuty.

Wzrost gospodarczy w wiekach średnich to jednak nie tylko rozwój osadnictwa wiejskiego, ale i rozwój miast. W miarę wzrostu ich zamożności zaczyna przeważać w nich zabudowa murowana, do języka mieszkańców Śląska ze średniowiecznej niemczyzny zaczynają przenikać nowe słowa: bruk, cegła, dach, komin, mur. Zwiększa się popyt na surowce mineralne: glinę do wypalania cegły i dachówek, kamień budowlany, wapno. Jedne z nastarszych śląskich kamieniołomów znajdowały się w okolicach Ślęży, gdzie produkowano m.in. kamienie do żaren – początki wydobycia skał sięgają tam czasów prehistorycznych. Sławne marmury sławniowickie zaczęto eksploatować w wieku XIV. Ośrodkami górnictwa kruszcowego były już w średniowieczu Złotoryja, Złoty Stok i Głubczyce, gdzie wydobywano złoto, Radzimowice (Stara Góra) i Miedzianka ze złożami przede wszystkim miedzi, Kowary ze złożami magnetytu oraz Bytom, w którym wydobywano rudy srebra i ołowiu.

Tam, gdzie poszukiwanie i eksploatacja kruszców były szczególnie intensywne, jak np. podczas słynnej górnośląskiej „gorączki srebra” w XVI w., dochodziło nieraz do poważnych zmian środowiskowych. Wykarczowane zostały znaczne połacie lasów, po licznych szybikach pozostawały widoczne niekiedy i po kilkuset latach zroby górnicze (tzw. warpie), a sztolnie odwadniające zakłóciły naturalne warunki hydrologiczne na dużych obszarach. Z sąsiadującej ze Śląskiem Małopolski znana jest dobrze Pustynia Błędowska, która powstała również jako efekt uboczny intensywnej działalności górniczej i związanych z nią dwóch czynników – obniżenia lustra wód podziemnych i intensywnego karczowania lasów porastających wodnolodowcowe piaski.

Elementem, który od XIV w. w istotny sposób zaczął zmieniać krajobraz niektórych części Śląska, stały się stawy rybne. W najistotniejszy sposób wpłynęły one na krajobraz Ziemi Rybnickiej, Pszczyńskiej, Cieszyńskiej, Milickiej oraz Oświęcimskiej, która dziś już nie leży w obrębie Śląska. W stawach hodowano przede wszystkim karpie, obok których wprowadzano też szczupaki, liny, karasie, okonie, jazie, leszcze, klenie i płocie, a później również pstrągi i liny.

Wśród uprawianych roślin wiele miało coraz większe znaczenie przemysłowe. Od średniowiecza nasila się na Śląsku uprawa zużywanego przez browary chmielu i niezbędnej w farbiarstwie marzanny, a wraz z rozwojem tkactwa na Pogórzu Sudeckim rośnie też znaczenie upraw lnu. Śląską specjalnością była też zapoczątkowana przez benedyktynów i cystersów uprawa winorośli – w stuleciach XVI-XVIII poświadczone są informacje o winnicach w 65 miejscowościach. W wieku XVIII coraz większego znaczenia nabiera uprawa tytoniu, a od początku wieku XIX – buraków cukrowych (pierwsza w świecie cukrownia wytwarzająca cukier z buraków cukrowych powstała w roku 1802 w Konarach na Dolnym Śląsku). Coraz ważniejszą gałęzią gospodarki było też od XIV w. ogrodnictwo i sadownictwo. W wieku XVIII, gdy Śląsk dostarczał Warszawie jabłka, gruszki i suszone śliwki, statystyki podawały 1 420 000 drzew owocowych na całym Śląsku.

Do wieku XVIII nie istniało właściwie pojęcie gospodarki leśnej – drewno i inne pochodzące z niego surowce pozyskiwano stosując metody rabunkowe i nie troszcząc się zbytnio o odnawianie zasobów leśnych. Sytuacja taka wymusiła w XVIII stuleciu ingerencję czynników państwowych. By ograniczyć nadmierną eksploatację lasów zaczęto wprowadzać zakaz eksportu drewna, zakaz używania drewna w bielarstwie, wapiennictwie i innych gałęziach przemysłu. W służbę gospodarki leśnej zostaje wprzęgnięta nauka, pojawiają się służące odnowie leśnych zasobów szkółki, w których wysiewa się nasiona z najlepszych drzew. Tak zwolna las z naturalnego siedliska zaczyna być przekształcany w las hodowlany.

Kurczenie się obszarów leśnych, a później zakazy używania drewna jako opału w przemyśle, spowodowały wzrost gospodarczego znaczenia węgla. W okolicach Wałbrzycha kopalinę tę zaczęto już eksploatować pod koniec XV w. Najstarszą wzmianką z tego obszaru jest informacja o kopalni Joseph, którą w roku 1478 od wdowy Barbary Heynisch odkupił Paweł Heyrich. Na Górnym Śląsku przywilej górniczy związany prawdopodobnie z wydobyciem węgla uzyskał jako pierwszy właściciel Rudy Jan Gierałtowski w roku 1543. Pierwsza kopalnia – Brandenburg (Wawel) – zorganizowana według pruskiego prawa górniczego powstała jednak w Rudzie dopiero w roku 1770. Podobnie było z kopalnią w Murckach, gdzie wydobycie węgla potwierdzone jest już przez dokumenty w roku 1657. Kopalnia „Emanuelssegen” zorganizowana wg prawa pruskiego powstała tam w roku 1769. Węgiel brunatny wydobywano na Śląsku już w wieku XVIII – z roku 1740 pochodzi informacja o kopalni „Fortuna” w Krzelkowie koło Ziębic – jednak na większą skalę zaczęto wydobywać go dopiero w połowie XIX w.

Wspomniane pruskie prawo górnicze z roku 1769 to początek rewolucji przemysłowej, w wyniku której na stosunkowo niewielkim obszarze Górnego Śląska powstała ogromna liczba zakładów przemysłowych. Nie stało się to jednak od razu – jeszcze na początku XIX w. wartość produkcji górnośląskiego przemysłu ciężkiego stanowiła tylko 1/10 wartości produkcji śląskiego płótna. Proporcje te miały się jednak szybko zmienić.

W pierwszej kolejności powstawały na Górnym Śląsku huty żelaza i kopalnie węgla kamiennego, które dostarczały surowca do produkcji niezbędnego hutnictwu koksu. W pobliżu hut rozpoczęto też na niespotykaną wcześniej skalę eksploatować miejscowe złoża wapieni. Zintensyfikowane zostało też podupadłe górnictwo kruszcowe – sprowadzane początkowo z Anglii, później zaś produkowane na miejscu maszyny parowe pozwalały odwodnić niedostępne wcześniej złoża. W miarę wzrostu gospodarczego znaczenia cynku zaczęły też powstawać liczne kopalnie galmanu i przetwarzające go huty.

Rozwój górnośląskiego przemysłu przyspieszyła budowa Kanału Kłodnickiego, który od roku 1812 pozwalał na transport produktów z Zabrza do Koźla, a następnie dalej Odrą do Berlina i Szczecina. Kolejne przyspiesznie rozwoju nastąpiło po ukończeniu budowy Kolei Górnośląskiej, która, budowana etapami w latach 1842-46, połączyła Wrocław z Mysłowicami. Rozwój kolejnictwa nie tylko umożliwał szybszy transport towarów, ale też przyczynił się do powstania nowych gałęzi przemysłu – powstawały fabryki produkujące tabor kolejowy, w hutach budowano wydziały produkujące kolejowy szyny itp.

Wynaleziony w latach 20. XIX stulecia przez Anglika Josepha Aspdina cement portlandzki przyczynił się do powstania nowej gałęzi przemysłu. Już w połowie XIX w. znaczenie tego spoiwa w budownictwie wzrosło na tyle, że zaczęto budować na całym świecie cementownie. Pierwszą w Polsce i zarazem piątą na świecie cementownię uruchomił w roku 1857 w Grodźcu koło Będzina Jan Ciechanowski. Na Śląsku pierwsza cementownia – Portland Zementwerke – ruszyła w tym samym roku w Opolu. Lokalizacja tego zakładu związana była z dostępnością dużych złóż wapieni kredowych. Do roku 1908 powstało na Górnym Śląsku ogółem dziesięć cementowni, z czego osiem zlokalizowano w Opolu lub jego najbliższych okolicach. Eksploatowały one zarówno wapienie kredowe, jak i triasowe.

Początki przemysłu chemicznego sięgają XVIII stulecia, jednak jego istotny rozwój wiąże się z teorią mineralnego odżywiania się roślin Justusa von Liebiga i produkcją pierwszych nawozów sztucznych (superfosfaty, 1843), jak również pierwszych syntetycznych barwników (fuksyna, 1855), pierwszych tworzyw sztucznych (celuloid, 1869) i farmaceutyków (kwas acetylosalicylowy, 1897). Na Górnym Śląsku powstaniu zakładów chemicznych sprzyjała obfitość jednego z głównych surowców tego przemysłu – węgla kamiennego. Tenże węgiel miał się też stać najważniejszym surowcem dla raczkującej w II połowie XIX w. energetyki (pierwsze miejskie elektrownie powstały na Śląsku we Wrocławiu i Bielsku).

Wraz z powstawaniem coraz liczniejszych zakładów przemysłowych rosły składowane w ich sąsiedztwie hałdy odpadów (żużli, skał płonnych, popiołów; jedną z największych w Europie hałd jest hałda w Rydułtowach, będąca tam dominującym elementem krajobrazu – ma 120 m wysokości i 13,3 mln m3 objętości), gęstniała sieć łączących je dróg i linii kolejowych, gwałownie wzrastała liczba ludności w miastach, rozrastały się, zwykle dość chaotycznie, duże osiedla mieszkaniowe i towarzysząca im infrastruktura. Wszystko to nie mogło pozostać bez wpływu na przyrodę. Zakłócone zostały stosunki wodne, rzeki zamieniły się w kanały służące do odprowadzania ścieków przemysłowych i socjalnych, na dużych obszarach degradacji i skażeniu uległy gleby, zniszczona została szata roślinna, a „lasy” kominów, które ją zastąpiły, dniem i nocą zatruwały powietrze.

Żadnej istotnej zmiany nie przyniósł powojenny „kres kapitalizmu”. Sytuacja zmieniła się nawet na gorsze. Co prawda objęte zostały ochroną prawną co cenniejsze pod względem przyrodniczym obszary, jednak z drugiej strony w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym nadal koncentrowany był przemysł, budowano nowe zakłady, a przy tym eksploatowano wiele przestarzałych instalacji i urządzeń, powiększając rozmiary katastrofy ekologicznej. W latach 60. XX wieku miasta Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego znalazły się w światowej czołówce pod względem zapylenia – średni roczny opad pyłu wynosił w latach 1959-61 1658,4 t/km2 w Chorzowie, 1634,4 t/km2 w Rudzie Śląskiej i 1484,4 t/km2 w Świętochłowicach. A pył to dopiero początek długiej listy zanieszczeń. Poza jego stężeniem przekraczane też były zacznie dopuszczalne stężenia ołowiu, kadmu, miedzi, żelaza, krzemu, wapnia, chloru, glinu, sodu, potasu, dwutlenku siarki, siarkowodoru, cyjanowodoru, fenolu, formaldehydu, tlenków azotu, tlenku węgla, amoniaku, benzenu, pirydyny, substancji smolistych i innych.

Sytuacja zaczęła się zmieniać w latach 80. minionego stulecia. Na jej poprawę wpłynął z jednej strony kryzys gospodarczy, z drugiej zaś rozwój świadomości ekologicznej i wzrost nacisków na czynniki odpowiedzialne za ochronę środowiska. W kilku przypadkach doszło nawet do wstrzymania produkcji w szczególnie uciążliwych dla otoczenia zakładach.

Lata 90. przyniosły kolejne zmiany – zaostrzenie przepisów o ochronie środowiska, wprowadzenie opłat za emisję zanieczyszczeń i wysokich kar za przekraczanie dopuszczalnych wartości emisji – wymusiło na wielu zakładach inwestowanie w nowoczesne techniki i technologie. Wiele nierentownych zakładów przemysłowych zostało zlikwidowanych, co rozwiązało liczne problemy związane z ochroną środowiska, ale zrodziło wiele problemów natury społecznej. Wszystkich interesów, jak widać, pogodzić się nie da.

Zmiejszenie presji, jaką przez dziesięciolecia wywierał na górnośląską przyrodę przemysł to tylko jedna strona medalu, jakim jest ten nowy świat, w którym obecnie żyjemy. Po drugiej jego stronie mamy nowe zagrożenia dla przyrody – wraz ze wzrostem zamożności części społeczeństwa coraz częściej łakomym okiem patrzy się na cenne pod względem przyrodniczym obszary jako atrakcyjne tereny pod budownictwo mieszkaniowe, zieleń miejska coraz częściej pada ofiarą „planów inwestycyjnych”, a niekiedy nawet prawnie chroniona przyroda uważana jest za „zawalidrogę” stojącą na przeszkodzie „postępowi”. Tak więc zagrożenie, jakim dla przyrody jest człowiek, nie znika – przybiera tylko coraz to inną formę.

Przebyliśmy długą drogę od czasów, gdy ludzka istota po raz pierwszy postawiła swą stopę na śląskiej ziemi. Różnica skali, w jakiej wykorzystywał naturalne zasoby Homo erectus i w jakiej czynimy to my, jest ogromna. Czy, jedząc dziś nasyconą chemikaliami żywność, oddychając zanieczyszczonym powietrzem, pijąc chlorowaną wodę, możemy powiedzieć, że wszystkie wybory, jakich, jako gatunek, dokonaliśmy od tamtego czasu, były właściwe? Na to pytanie każdy z nas powinien chyba odpowiedzieć sobie sam.

I na koniec jeszcze mała refleksja. Choć czasy, gdy na Śląsku pojawił się Homo erectus, dzieli od naszych czasów prawdziwa otchłań, to chyba aż tak bardzo nie różnimy się od tych naszych odległych przodków. Do dziś, jako jeden z nielicznych reliktów gospodarki tych pradawnych istot, przetrwało zbieranie jagód, malin czy grzybów, jak również uprawiane jako hobby wędkarstwo czy myśliwstwo. Pozostał też jeszcze inny „relikt”. Ślady obozowisk świadczą o tym, że zarówno ci nasi odlegli przodkowie, jak również wszyscy inni, którzy przyszli po nich, nie byli istotami przywiązującymi jakąś szczególną wagę do porządku w swoim otoczeniu. Przenosząc się z jednego miejsca na inne, pozostawiali zwykle wszystko, co niepotrzebne i zużyte, w miejscu obozowania. To niedbalstwo naszych przodków jest niezwykle ważne dla archeologii – dzięki niemu sporo możemy dowiedzieć się zarówno o nich samych, jak i trybie ich życia, odnajdując po tysiącach lat ślady ich obozowisk. Szkoda tylko, że cecha ta tak bardzo utrwaliła się u rodzaju Homo, że i dziś jeszcze liczne osobniki zaliczane do gatunku Homo sapiens przywiązują niewielką wagę do swego otoczenia i pozostawiają w najprzeróżniejszych miejscach „ślady” swego pobytu.

O stronie

Serwis o przyrodzie województwa śląskiego opracowywany jest przez Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska we współpracy ze specjalistami z różnych dziedzin przyrodoznawstwa. Wszystkich zainteresowanych, zarówno amatorów, jak i profesjonalistów, zapraszamy do współredagowania oraz wzbogacania jego zawartości.

dr J.B. Parusel (dyrektor CDPGŚ)

WSL logo kolor poziom cdpgs logo box

Newsletter

Informacje o bieżących wydarzeniach.

Po zapisaniu prześlemy email potwierdzający dopisanie do newslettera. Prosimy o potwierdzenie subskrypcji.

Zbiorcze RSS | Kalendarz RSS

© 2016 Centrum Dziedzictwa Przyrody Górnego Śląska |
Design by SD LTD / FreshSeo
sponsorzy